Odkąd zobaczyłam na jednej ze stron Vogue że manicure w odcieniach czekolady będzie hitem sezonu jesień zima, od razu przypomniałam sobie o lakierze Essie który kupiłam dwa lata temu, a mianowicie "Little Brown Dress" to taka odmiana od "Little Black Dess" (mała czarna sukienka - kojarzona z klasyką a także jest popularniejsza od brązowej) taka pomieszana nazwa była za pewne celowa, ponieważ ten odcień wygląda PRAWIE JAK CZERŃ - jest nie jest tak chłodny jak klasyczna czerń, a przez to niesamowicie elegancki <3 Po prostu go uwielbiam, także za to, że przepięknie błyszczy (ubóstwiam błyszczące wykończenie manicure'u) Jak zapewne wiecie czekolada poprawia nastrój,pomaga w wytwarzaniu endorfin - hormonów szczęścia, najlepiej wybierać gorzką z dużą zawartością kakao (magnez i żelazo) ja fazę na czekoladę mam odkąd tylko przestało mocno świecić słońce, a dni stały sie pochmurne. Czasem można sobie pozwolić na taką słodką poprawę humoru ;) i dlatego właśnie kupiłam ostatnio taką mini książkę ze słodkimi przepisami CZEKOLADA - 30 SMAKOWITYCH PRZEPISÓW - EDITH BAYLEY książka posiada łatwe przepisy na nieskomplikowane desery, oraz piękne fotografie. Ciekawym dodatkiem jest możliwość skanowania kodów QR (jeśli macie taką aplikację) dzieki temu lista zakupów wyświetla się. Wam po przeskanowaniu odpowiedniego kodu, ba każdej ze stron, sprawia to, że nie trzeba przepisywać listy zakupów na kartkę. Ja jeszcze nic nie piekłam z tej książki ale zbliżają się andrzejki, więc być może coś"stworzę" :) Miłej niedzieli:)
Mój sposób na ogrodniczki. Przyznam, że bardzo lubię ten typ spodni (mam już dwie pary!) bo nic mi w nich nie wystaje z tyłu (boczki-hahaha) nie zsuwają się, nie trzeba nosić do nich paska. Po prostu wygoda w czystej postaci! Moje są woskowane, co jeszcze fajniej podkreśla ich czarny kolor. Tego dnia kiedy robiłyśmy z Olą zdjęcia, na początku jak się spotkałyśmy, Ola myślała że moje ogrodniczki są skórzane!;) [taki efekt byłby bardzo oryginalny, chyba rok temu skórzane ogrodniczki miala w ofercie Zara] Pomimo że ogrodniczki przeżywają swój wielki Come Back od jakiś dwóch lat, mało kobiet decyduje sie na ich noszenie. Może dlatego że ten element garderoby był kiedyś głównie zarezerwowany dla dzieci? Chciałam pokazać dzisiejszą stylizacją że nie trzeba ich nosić z obuwiem sportowym, czy bluzami z kapturem, a że można je także łączyć z dość klasycznymi ubraniami, oversizowym płaszczem, krótkimi botkami i prostym szarym topem. Mam nadzieję że Wam się spodoba.
Co do piosenki podsyłam Wam Mix piosenki Ladytron - GHOSTS Filmik na którym tancerka Rdhotcallipepr tańczy z hula hop z tym remiksem jest jednym z moich ulubionych. Jest taka nastrojowa, tajemnicza. Cały czas mam ją w swoim telefonie i co jakiś czas jej słucham. Pamiętam że rok temu w dzień wszystkich świętych gdy wracałam z grobów, także jej słuchałam, nie zdążyła mi się znudzić od tamtego czasu:)
Moje zamszowe botki są inspirowane kultowymi już botkami Isabel Marant - Dicker. Moje dostałam na przecenie na piperlime.com dwa lata temu, wiedziałam że są podobne do tych, od Isabel - która jest jedną z moich ulubionych projektantek :) można powiedzieć o nich że są tylko inspirowane bo nie wyglądają identycznie. co innego można powiedzieć o...
... torebce, która inspirowana była torebka Balenciagi - City - czasami myślę sobie że to trochę obciach że chodzę z taka perfidną podróbką, muszę zaopatrzyć się w coś innego, na co dzień o tym nie myślę, bo bardzo lubię tą torebkę. Ale jednocześnie jestem przeciwniczką podrabianych rzeczy, więc powinnam być konsekwentna. Oczywiście kupując ją w deichmannie (w 2011 roku) nie wiedziałam jeszcze wtedy że to jest podróbka tej marki.
Suede booties - DV by Dolce Vita(2012) // Waxed Dungarees - Stradivarius(summer 2014) // Grey top - Mango(new) // Bag - Deichmann (2011) // Oversize Coat - Mango (2012) // Rings - Mango(summer 2014)
Jak wiecie kocham lakiery Essie. Odcień prezentowany dziś toLADY LIKE - 101
Jest to, krótko mówiąc, kolor "brudnej" róży. Kiedyś w dużej palecie pastelli (tych kredek) był taki odcień który miał właśnie taką nazwę - brudna róża. Był moim ulubionym, głównie za subtelność, delikatność, jednocześnie coś tajemniczego i właśnie "brudnego". Nie jest on radosnym różem, a właśnie takim spokojnym, zgaszonym.
Ostatnio odkryłam że można je dostać bardzo tanio w perfumerii Hebe za 21 zł za sztukę jeśli kupi się trzy, to znaczy kupując dwa, jeden masz gratis, bardzo podoba mi się taka idea, bo jako fanka tej marki, zamiast wydawać 30-40 zł za buteleczkę, mogę zapłacić 60 i mieć trzy :)
Uwielbiam ten zaokrąglony pędzelek, dzięki niemu, malowanie jest prostsze, niż w innych lakierach, a tym samym dokładniejsze.
Jak widzicie, kolor lakieru spasował mi się z kubkiem do herbaty ;) ale dotarło to do mnie dopiero jak pomalowałam sobie paznokcie, kubek miałam już wcześniej ;)
A teraz mój nowy nabytek czyli TOP Sally Hansen - Diamond Flash
Ja bardzo lubię gdy paznokcie po pomalowaniu BARDZO błyszczą, wygląda to bardzo elegancko i świadczy według mnie o perfekcji wykonanego manicure :D dzięki temu, nawet na słabych i krótkich paznokciach, ale ładnie spiłowanych i pomalowanych można osiągnąć efekt wow!
Pierwszy raz mam ten nabłyszczacz i uważam że jest naprawdę niezły! jedyny jego minus jest taki, że nabłyszczacz ten nie przyspiesza wysychania lakieru, co bardzo odpowiadało mi w inny TOPie Sally H. - Insta Dri
-----------
W drugiej części posta chciałabym pokazać Wam trochę sztuki, ponieważ album z obrazami Edvarda Muncha jest dziś tłem dla lakieru Essie i kubeczka ;) to stwierdziłam że napiszę kilka słów o nim i tym, co dla mnie znaczy.
Druga część posta tak jakby tematyczna - zbliża się 1 listopada i wiele myśli kłębi mi się w głowie, jak zawsze w tym szczególnym okresie.
W mojej rodzinie żyło (i żyje ;) wielu artystycznie uzdolnionych osób, mój tata grał na akordeonie, mój dziadek, pomimo że był wojskowym, malował obrazy i był bardzo uzdolniony plastycznie, moja mama tańczyła i także malowała. Starsza siostra odkąd była malutka (a wychowywana była przez dziadka) także zdradzała artystyczne zapędy, malowała, pisała wiersze, wszystko to zaszczepiała w młodszym rodzeństwie bo moja mama pracując, nie miała dla nas tyle czasu. Ostatnio na zajęciach z perfumerii, odkryłam, że zapachem mojego dzieciństwa jest zapach farb olejnych, nie pamiętałam tego, aż do ostatniej niedzieli. Wąchaliśmy mnóstwo zapachów, aby określić jak wrażliwy jest nasz węch i jak dobrze potrafimy rozróżniać zapachy. Zapach farb olejnych, dosłownie przeniósł mnie w inny wymiar, to było niesamowite. Był też drugi niezwykły zapach - zapach goździków. On także zabrał mnie o x lat wstecz. Nie jest nowością, że mózg ludzki wiąże konkretne sytuacje, wspomnienia z zapachami. Ja wszystko co mnie otacza wiążę z zapachami, i to bardzo silnie. O tych dwóch naprawdę zapomniałam, być może dlatego że byłam bardzo mała.
Wracając do pierwszego malarza z którego twórczością przyszło mi się zapoznać (w wieku trzech lat), chciałam Wam pokazać moje ulubione obrazy, które pochodzą z albumu Alfa Boe.
Co jakiś czas do niego wracam, i za każdym razem, odnajduję w jego obrazach coraz to nowe rzeczy.
W obrazach Muncha widać nieodłączne przenikanie się śmierci i życia, tak, jakby te dwa światy żyły obok siebie, w jednym wymiarze. tak, jak gdyby on to widział, jakby czuł jej obecność.
Gdy miałam trzy latka, starsza siostra zaznajomiła mnie z obrazem powyżej, nie bałam się go, chociaż jest on odrobinę straszny dla mnie teraz. Dorota nauczyła mnie wtedy także wymawiać jego nazwę i tak mała Marysia chodziła wszędzie i mówiła "Ksik" [krzyk] - był to mój ulubiony obraz :)
Munch był mistrzem, w przedstawianiu na swoich obrazach śmierci, cierpienia, choroby. Cytat na początku książki którą posiadam: "Sickness, Madness and Death were the black angels who stood round my cradle" czyli - choroba, szaleństwo i smierć, są czarnymi aniołami, które stoją wokół mojej kołyski - doskonale opisuje to, co przedstawiał na swoich obrazach. uważam że ten cytat jest bardzo piękny.
Przemijanie jest nieodłącznym elementem życia, i właśnie to w swoich obrazach starał się pokazać Edvard Munch. Jeśli nikogo jeszcze w życiu nie straciliście - jesteście szczęściarzami.
Szminka w kolorze NUDE - nazywana "nudziakiem", "cielistą", lub po prostu, jasną. Niektórzy twierdzą że jest to NUD-NY kolor, ale od paru dobrych lat jest bardzo popularna, nie tylko wśród fanek stylu make up "no -makeup" czyli delikatnego makijażu, ale także u bardziej "wymagających" Pań, które noszą makijażu naprawdę sporo. Ja jako emerytowana już co prawda wizażanka (od 2008 roku niestety już mnie tam nie ma, wcześniej parę dobrych lat udzielałam się codziennie) czytałam masę opinii na temat odcienia "Myth" marki MAC - m.in.to, że jest idealnym "podkładowym" odcieniem. Tak więc po jakichś 7 latach, mam ją i ja:)
Może któraś z Was wie o co chodzi z tymi kartonikami Mac'a?
Kształt ich szminek kojarzy mi się z nabojami :P "Myth" to moja druga szminka (i zarazem drugi kosmetyk w ogóle) marki MAC.
Szminka ma kolor zbliżony do odcienia fluidu do twarzy. Kiedy byłam nastolatką, uważałam za odpowiedni kolor na ustach tylko takie odcienie, im jestem starsza,tym mam wiecej odwagi na eksperymentowanie z kolorem na ustach - tłumaczę to tym, że czuję się pewniejsza w swoich wyborach, mówi się przecież że czerwoną szminkę noszą kobiety akceptujące i lubiące siebie, lub na odwrót: żeby poczuć się pewniejszą siebie, trzeba umalować usta czerwoną szminką, ale ja wyznaję tę pierwszą wersję.
Idealnie odznacza się na mojej bladej łapce... można by nawet rzec, że jest ciemna...
Ale na ustach jest już baardzo jasna... Czuję się trochę tak, jakby ktoś"zdarł" z mojej twarzy świeżość...dawno nie używałam tak bladego odcienia(mój naturalny kolor ust to jasna malina) dlatego czułam się naprawdę dziwnie...
...bo szminka "zlała" się z moją cerą... Wyglądam jakbym nie miała ust... ps. przepraszam za moje żółte włosy... muszę coś z nimi zrobić...
Jednym słowem: gdybym kupiła ją kilka lat temu( kiedy lubiłam tylko jasne odcienie) na 100% byłaby moją ulubioną . W tej chwili czuję, że a) czegoś mi brakuje, b) jej odcień zgrzyta mi z kolorem włosów, lub c) powinnam mieć ciemniejszy makijażu oczu, zeby w pełni zobaczyć jej potencjał. Mac ma swój urok, lubię tą markę bo tworzy kosmetyki które się używa bo są dobre i warte swej ceny dlatego nie zrezygnuję z jej używania, i postaram się następnym razem inaczej ją zaaranżować;) Miłego wieczoru!
Lakiery Essie - błękitny sprzed dwóch lat - Borrowed and Blue, oraz holograficzny sprzed roku, pokazywałam Wam go TUTAJ