Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

Behind the apperances exhibition

Behind the apperances - to wystawa której Polski tytuł to "Zniknąć by zaistnieć". Miałam przyjemność na niej być, popatrzeć, podziwiać; porozmyślać przede wszystkim o jej geniuszu. O genialnej modelce jaką w tamtych czasach była Veruschka, pamietam swój pierwszy raz gdy oglądałam "Powiększenie" film w reżyserii Michelangelo Antonioniego, Veruschka pojawiła sie w nim "tylko" na kilkanaście sekund a z całego filmu pamiętałam tylko jej piękna twarz i zdumiewająco zgrabne ciało! Przyćmiła wtedy wszystkie inne sławne aktorki, nawet samą Jane Birkin (którą uwielbiam).
Od razu zaczęłam interesować sie jej dokonaniami, życiorysem, a ten, Veruschka miała dość burzliwy, czasami smutny i ciężki. Pochodziła z arystokratycznej rodziny, ojciec brał udział w zamachu na Hitlera, który nie doszedł do skutku, za co został stracony, Vera z matką i siostrami trafiła najpierw do obozu koncentracyjnego a potem do domu dziecka. Zawsze podkreślała ze miała niską samoocenę, nienawidziła swoich bardzo dużych stóp (43) które zoperowała sobie do rozmiaru 41-42. Traumę swego dzieciństwa opisała w książce którą bardzo bym chciała przeczytać, ale w Polsce jeszcze jej nie ma.
Zdjęcia z wystawy powstawały w latach 60-70' możecie sobie wyobrazic jak bardzo są ponadczasowe??? Jak bardzo Vera i Holger Trulzsch musieli wybiegać poza klasyczne normy, konwenanse? Wystawa Zaskakuje nawet pół wieku od zrobienia tych zdjeć, czy to nie jest wspaniałe?
Podziwiając zdjęcia z tej wystawy czułam że przesiąkam artyzmem, historią, sztuką - jest jej pełno na tych zdjęciach, a każde mogłam interpretować na swój sposób :)
Jedno z moich ulubionych, to te na którym naga Veruschka siedzi na fotelu, a zdjęcia rejestrują powolny rozpad jej ciała, jakby schodziła z niej skorupka jak z małego pisklaka który wykluwa się ze skorupki, i po wykluciu na fotelu pozostaje piękna kobieta w niebieskiej sukni (która tez jest namalowana na ciele)
NA WSZYSTKICH ZDJĘCIACH VERUSCHKA JEST NAGA, wszystkie stroje, suknie, bluzki są NAMALOWANE. Stwarzają wrażenie iluzji, a cała ta wystawa trąci mi z lekka SURREALIZMEM - zwłaszcza seria zdjęć w czerwonej sukni, to jak Vera znika rozsuwając suwak na swoim ciele.
Po prostu jest to genialny zabieg, jestem ogromną fanka Luisa Bunuela i Salvadora Dali - dlatego możecie sobie wyobrazić jakie to było dla mnie (i dla mojej siostry z którą dzielę pasję do tych artystów) wydarzenie :D
Wystawa ta, pokazuje także jak w tamtych latach rozwinięty był BODY PAINTING - Uważam ze malowidła które ma na sobie Vera to kunszt najwyższej klasy talentu, ponieważ malowanie na ciele jest niezwykle trudne, bo ciało nie jest płaskie jak kartka papieru czy płótno - ciało jest bryłą, i w niektórych zdjęciach na których ciało Very powinno przypominać coś płaskiego, te bryły, leciutko sie odznacza (mam na myśli np piersi) ale nie umniejsza to geniuszowi wykonanej pracy, jaką autorzy musieli wnieść aby stworzyć to, co stworzyli. Ja jestem absolutnie zachwycona i chętnie zobaczyłabym ta wystawę raz jeszcze. <3
Na zdjęciach jest też moja siostra Dorota i jej dzieci :) zdjecia robiłam ja.






















czwartek, 30 października 2014

Cosmetics and Reviews: Essie Lady Like x Sally Hansen Diamond Flash



Jak wiecie kocham lakiery Essie. Odcień  prezentowany dziś to LADY LIKE - 101
Jest to, krótko mówiąc, kolor "brudnej" róży. Kiedyś w dużej palecie pastelli (tych kredek) był taki odcień który miał właśnie taką nazwę - brudna róża. Był moim ulubionym, głównie za subtelność, delikatność, jednocześnie coś tajemniczego i właśnie "brudnego". Nie jest on radosnym różem, a właśnie takim spokojnym, zgaszonym.


Ostatnio odkryłam że można je dostać bardzo tanio w perfumerii Hebe za 21 zł za sztukę jeśli kupi się trzy, to znaczy kupując dwa, jeden masz gratis, bardzo podoba mi się taka idea, bo jako fanka tej marki, zamiast wydawać 30-40 zł za buteleczkę, mogę zapłacić 60 i mieć trzy :) 

Uwielbiam ten zaokrąglony pędzelek, dzięki niemu, malowanie jest prostsze, niż w innych lakierach, a tym samym dokładniejsze.

Jak widzicie, kolor lakieru spasował mi się z kubkiem do herbaty ;) ale dotarło to do mnie dopiero jak pomalowałam sobie paznokcie, kubek miałam już wcześniej ;)
A teraz mój nowy nabytek czyli TOP Sally Hansen - Diamond Flash
Ja bardzo lubię gdy paznokcie po pomalowaniu BARDZO błyszczą, wygląda to bardzo elegancko i świadczy według mnie o perfekcji wykonanego manicure :D dzięki temu, nawet na słabych i krótkich paznokciach, ale ładnie spiłowanych i pomalowanych można osiągnąć efekt wow!
Pierwszy raz mam ten nabłyszczacz i uważam że jest naprawdę niezły! jedyny jego minus jest taki, że nabłyszczacz ten nie przyspiesza wysychania lakieru, co bardzo odpowiadało mi w inny TOPie Sally H. - Insta Dri
-----------
W drugiej części posta chciałabym pokazać Wam trochę sztuki, ponieważ album z obrazami Edvarda Muncha jest dziś tłem dla lakieru Essie i kubeczka ;) to stwierdziłam że napiszę kilka słów o nim i tym, co dla mnie znaczy.
Druga część posta tak jakby tematyczna - zbliża się 1 listopada i wiele myśli kłębi mi się w głowie, jak zawsze w tym szczególnym okresie. 
W mojej rodzinie żyło (i żyje ;) wielu artystycznie uzdolnionych osób, mój tata grał na akordeonie, mój dziadek, pomimo że był wojskowym, malował obrazy i był bardzo uzdolniony plastycznie, moja mama tańczyła i także malowała. Starsza siostra odkąd była malutka (a wychowywana była przez dziadka) także zdradzała artystyczne zapędy, malowała, pisała wiersze, wszystko to zaszczepiała w młodszym rodzeństwie bo moja mama pracując, nie miała dla nas tyle czasu. Ostatnio na zajęciach z perfumerii, odkryłam, że zapachem mojego dzieciństwa jest zapach farb olejnych, nie pamiętałam tego, aż do ostatniej niedzieli. Wąchaliśmy mnóstwo zapachów, aby określić jak wrażliwy jest nasz węch i jak dobrze potrafimy rozróżniać zapachy. Zapach farb olejnych, dosłownie przeniósł mnie w inny wymiar, to było niesamowite. Był też drugi niezwykły zapach - zapach goździków. On także zabrał mnie o x lat wstecz. Nie jest nowością, że mózg ludzki wiąże konkretne sytuacje, wspomnienia z zapachami. Ja wszystko co mnie otacza wiążę z zapachami, i to bardzo silnie. O tych dwóch naprawdę zapomniałam, być może dlatego że byłam bardzo mała.
Wracając do pierwszego malarza z którego twórczością przyszło mi się zapoznać (w wieku trzech lat), chciałam Wam pokazać moje ulubione obrazy, które pochodzą z albumu Alfa Boe.
Co jakiś czas do niego wracam, i za każdym razem, odnajduję w jego obrazach coraz to nowe rzeczy. 
W obrazach Muncha widać nieodłączne przenikanie się śmierci i życia, tak, jakby te dwa światy żyły obok siebie, w jednym wymiarze. tak, jak gdyby on to widział, jakby czuł jej obecność.
Gdy miałam trzy latka, starsza siostra zaznajomiła mnie z obrazem powyżej, nie bałam się go, chociaż jest on odrobinę straszny dla mnie teraz. Dorota nauczyła mnie wtedy także wymawiać jego nazwę i tak mała Marysia chodziła wszędzie i mówiła "Ksik" [krzyk] - był to mój ulubiony obraz :)
Munch był mistrzem, w przedstawianiu na swoich obrazach śmierci, cierpienia, choroby. Cytat na początku książki którą posiadam: "Sickness, Madness and Death were the black angels who stood round my cradle" czyli - choroba, szaleństwo i smierć, są czarnymi aniołami, które stoją wokół mojej kołyski - doskonale opisuje to, co przedstawiał na swoich obrazach. uważam że ten cytat jest bardzo piękny.
Przemijanie jest nieodłącznym elementem życia, i właśnie to w swoich obrazach starał się pokazać Edvard Munch. Jeśli nikogo jeszcze w życiu nie straciliście - jesteście szczęściarzami. 


niedziela, 17 sierpnia 2014

New In: Jewels


Biżuteria - każda kobieta ją lubi, ja należę raczej do tych co lubią, a nie noszą. W związku z tym, czasem coś kupię i czekam na "ten moment" żeby ją założyć. Moja przygoda z biżuterią zaczęła się od noszenia naszyjników, jako jednego z elementów stylizacji. Było to dość praktyczne rozwiązanie, bo jeden zdobny naszyjnik, robi cały"efekt" , nie trzeba kombinować czy pasuje do pierścionka czy bransoletki. Na co dzień nie noszę biżuterii w formie bransoletek czy pierścionków, ale jeśli już mam lepszy dzień i chce w końcu coś zarzucić, jest to raczej minimalizm. Kontynuując cykl fotograficzny, w którym daję upust swojej pasji, dziś sesja biżuterii którą ostatnio kupiłam i tak: dwa "srebrne" pierścionki - Mango - 35zł (komplet) pozostałe bransoletki - dwie "złote " i jedna "srebrna" - outlet No name 15zł(komplet) Pierścionki Mango są tak świetne że mam zamiar kupić jeszcze wersję złotą.
A Wy jaką biżuterię lubicie najbardziej? A może w ogóle nie nosicie?

wtorek, 26 listopada 2013

Something About The Fire

 

Robię dużo zdjęć, niestety nie wszystkie z nich publikuję, to trochę jak pisanie " do szuflady", tyle że zdjęcia lądują na dysku komputera... Ostatnio jestem przesiąknięta jakąś melancholią... Nie wiem... Weną... Natchnieniem... Robienie zdjęć daje mi niesamowitą radość, mogę to nazwać szczęściem nawet:) Tak, szczęściem, naprawdę niewiele mi potrzeba. Jeśli miałabym pokusić się o jakąś ekstrawagancję, to od torebki Prady wolałabym lepszy obiektyw bo to sprawiłoby że mogłabym sie dalej kreatywnie rozwijać. Co nie znaczy że nie kocham mody, tak , bardzo kocham. Jak to powiedział kiedyś Jeremy Scott, że świat mody to świat wyimaginowany, w szarej codzienności on nie istnieje. Z pięknem jest inaczej, można je zobaczyć zawsze i wszędzie:) Mam nadzieje że zobaczycie je w moich zdjęciach " z szuflady".
ALL PICTURES ARE TAKEN BY ME WITH NIKON D5100